Jednym z najczęstszych nieporozumień, z jakim spotykam się podczas rozmów o Dźwiękopunkturze™, jest przekonanie, że jest to po prostu akupunktura wykonywana kamertonami zamiast igłami.
Rozumiem, skąd bierze się takie skojarzenie.
W obu metodach wykorzystuje się te same meridiany i te same punkty akupunkturowe. W obu przypadkach przydatna jest znajomość medycyny chińskiej i jej sposobu patrzenia na człowieka. W obu terapiach organizm nie jest traktowany jako zbiór oddzielnych narządów, lecz jako całość połączona siecią wzajemnych zależności.
Na tym jednak podobieństwa w dużej mierze się kończą.
Lubię mówić, że akupunktura i Dźwiękopunktura™ korzystają z tej samej mapy, ale poruszają się po niej w zupełnie inny sposób.
W akupunkturze do punktu wprowadzany jest bodziec mechaniczny. Igła oddziałuje na tkanki, a organizm odpowiada na to pobudzenie szeregiem reakcji neurologicznych, elektrycznych i biochemicznych. W Dźwiękopunkturze™ nie chodzi o mechaniczne pobudzenie punktu.Nie chodzi o nacisk. Nie chodzi o siłę wibracji. Nie chodzi nawet o to, jak długo kamerton pozostaje przyłożony do ciała. Najważniejsza jest informacja niesiona przez relację dwóch dźwięków.
Wielu osobom wydaje się, że kamerton powinien wibrować bardzo mocno, aby terapia była skuteczna.To naturalne skojarzenie.
Przywykliśmy myśleć, że silniejszy bodziec oznacza silniejsze działanie. Mocniejszy masaż. Mocniejszy nacisk. Większą stymulację.
W Dźwiękopunkturze™ takie myślenie prowadzi jednak na manowce. Jeżeli najważniejsza jest informacja, to jej skuteczność nie zależy od siły oddziaływania, lecz od jakości przekazu. Przecież najważniejsze informacje w naszym życiu nie są przekazywane krzykiem.
Czasem jedno spokojnie wypowiedziane zdanie zmienia więcej niż godziny hałasu.
Podobnie jest tutaj.Organizm nie potrzebuje być zmuszany do reakcji. Potrzebuje otrzymać właściwą informację.
To nieporozumienie prowadzi do kolejnego błędu.
Jeżeli uznamy, że kamerton działa podobnie do igły, zaczniemy automatycznie szukać punktów „na migrenę”, „na bezsenność”, „na szumy uszne” albo „na stres”.
Takie podejście jest dziś bardzo popularne.Powstają gotowe schematy,listy punktów, szybkie recepty.
Problem polega na tym, że ten sam objaw może mieć zupełnie różne przyczyny.Dwie osoby mogą cierpieć na bezsenność, a mimo to potrzebować całkowicie odmiennego wsparcia. Jedna może zmagać się z wyczerpaniem swoich zasobów. Druga z nadmiernym napięciem. Trzecia z utratą zdolności organizmu do odnajdywania własnego rytmu.
Objaw jest taki sam, ale droga do niego bywa zupełnie inna. Dlatego w Dźwiękopunkturze™ nie szukam częstotliwości na migrenę, szum uszny czy lęk.
Szukam relacji, która została utracona. Szukam miejsca, w którym organizm przestał pozostawać w swojej osi, bo kiedy zmienia się relacja, często zmienia się również to, co wcześniej nazywaliśmy objawem.
Dźwiękopunktura™ nie powstała po to, aby zastąpić igłę dźwiękiem.
Powstała dlatego, że informacja może być przekazywana na wiele sposobów.
Dla mnie najciekawsze okazało się pytanie nie o to, jak mocno pobudzić organizm, lecz jaką informację mu przekazać.
To właśnie od tego pytania zaczęła się droga, która doprowadziła do powstania Dźwiękopunktury™.